ROZMOWY

Na wspak!

Na wspak! 1

Zespół Wspak, fot. Marcin Ciuchniecki

Rozmowa Karoliny Dąbek z Aleksandrą Purą i Adrianną Marią Kafel z zespołu Wspak

Karolina Dąbek: Zespół Wspak istnieje już od trzech lat, ale znacie się i tworzycie od dawna. Opowiedzcie, jak to się zaczęło.

Aleksandra Pura: Ludowa muzyka jest ze mną od dziecka, od najmłodszych lat. Tata śpiewał mi tradycyjne melodie do snu, często też słuchałam ich na imprezach okolicznościowych, weselach, ogniskach. Później – razem z moją mamą – zaczęłam tą pasją zarażać Adę, gdy przychodziła do nas na zajęcia plastyczne. W naszym domu muzyka ludowa jest czymś naturalnym. Ada najpierw jej się trochę opierała, ale potem uległa [śmiech]. I zaczęłyśmy śpiewać.

Adrianna Maria Kafel: Chodziłyśmy razem do klasy w gimnazjum, potem w liceum. Ola Grała na skrzypcach, ja jestem wiolonczelistką, ale spotykałyśmy się też w chórze Schola Cantorum Bialostociensis. Początkowo nie było nam razem po drodze…

AP: Po prostu się nie lubiłyśmy!

AMK: Tak, na początku wydawało nam się, że jesteśmy tak różne, że nie da się tego połączyć. A jednak właśnie muzyka wschodnia, śpiewana czy nucona gdzieś na korytarzu, między zajęciami zbliżyła nas na tyle, że zobaczyłyśmy, że więcej nas łączy, niż dzieli. Tak to się zaczęło.

KD: W pewnym momencie zdecydowałyście się założyć profesjonalny duet.

AP: Moja mama bardzo nas zachęcała: „Pięknie śpiewacie dziewczyny, musicie coś z tym zrobić! Nagrajcie mi piosenkę, bo ja tak lubię was słuchać”.

AMK: Więc nagrałyśmy, jeszcze zwykłym telefonem – ale okazało się, że nie tę, którą chciała. W rezultacie powstały drugie i kolejne nagranie. Stwierdziłyśmy, że fajnie to brzmi i może faktycznie można by coś z tym zrobić. To było właśnie w 2018 roku.

AP: Potrzebowałyśmy nazwy, miejsca w sieci…

AMK: Później doszły instrumenty. Poczułyśmy, że przydałoby się więcej głosów, żeby wzbogacić harmonię, ale nie chciałyśmy poszerzać składu. To miał pozostać przyjacielski duet.

KD: Czyli najpierw był głos, a potem instrument. Ale to właśnie od instrumentu wzięła się nazwa waszego duetu – nazwa, która swoją drogą ma przecież więcej, niż jedno znaczenie.

AMK: Długo się nad nią zastanawiałyśmy, było kilka konkurencyjnych kandydatek: Krywulka, Wianoczak…

AP: Jednak żadna z nich jakoś nie pasowała – aż pojawił się Wspak. Od razu nam się spodobał. Przyniósł tyle dodatkowych znaczeń, które świetnie wpisują się w naszą relację i ideę zespołu. Po pierwsze jest to instrument, na którym gra Ada, prawie zupełnie nie znany. Po drugie, my same – początkowo sobie przeciwne– spotkałyśmy się właśnie w muzyce. Po trzecie w śpiewaniu również „idziemy na wspak” – jakby pod prąd tego, co jest dzisiaj popularne, ale i tego, co typowe w muzyce ludowej kresów wschodnich. Używamy innych instrumentów, niż w tradycyjnej kapeli łemkowskiej. Dobieramy te, które nam brzmią, pasują barwowo.

AMK: Wspak poznałam na jednym z koncertów z Prof. Marią Pomianowską, która później często użyczała nam swojego instrumentu do nagrań. To, co mnie urzekło, to właśnie brzmienie: pełne, ale i lekko nosowe, nieco szorstkie, nieokiełznane. Idealnie pasujące do muzyki ludowej. Twórcę instrumentu, Andrzeja Króla, poznałam dopiero niedawno, przy okazji projektu „Napięcia i dźwięki” litewskiego Muzeum Antanasa Moncysa z Palangi. On i jego żona Marta są cudownymi, otwartymi ludźmi. Uznał, że jego wspak za długo już leży w pracowni i chciałby, żeby ktoś na nim grał. To właśnie dzięki jego uprzejmości mogę teraz grać na wspaku, bo pożyczył mi swój instrument.

KD: W waszych nagraniach pojawia się więcej instrumentów: wiolonczela, suka biłgorajska, fidel płocka, na których gra Ada, a w rękach Oli zobaczymy skrzypce.

AMK: Wiolonczela współczesna towarzyszy mi od szóstego roku życia. Z kolei gry na fidelach kolanowych zaczęłam się uczyć, myśląc właśnie o naszym duecie. Dlatego też zapisałam się na ten kierunek w Akademii Muzycznej im. Krzysztofa Pendereckiego w Krakowie, gram też na całej grupie instrumentów: wiolonczeli barokowej, suce biłgorajskiej, fideli płockiej, bułgarskiej gadulce, indyjskim sarangi, mongolskim morin-khuurze i chińskim er-hu.

AP: Ja gram na skrzypcach, ale z ogromną niechęcią [śmiech]. Uczyłam się przez 12 lat i w pewnym momencie to porzuciłam, przestałam lubić ten instrument. Dopiero muzyka ludowa dała mi przyjemność z grania, pozwoliła oderwać się od nut, szkolnego przymusu perfekcyjnego wykonania. Tutaj gram od serca.

KD: Na waszym kanale na YouTube znajdziemy nagrania pieśni białoruskich, ukraińskich, łemkowskich, są również całe koncerty. Jak powstaje wasz repertuar?

AMK: Nad repertuarem czuwa Ola, wybiera piosenki, tworzy z nich narrację; ja zajmuję się organizacją, promocją, stroną medialną.

AP: Często wyszukuję utwory w pamięci, zazwyczaj to melodie zasłyszane w dzieciństwie. Potem zaczynamy śpiewać i zawsze wtedy idealnie się rozumiemy. Naprawdę nie musimy ze sobą rozmawiać, ustalać, gdzie zrobimy forte, crescendo itd. Po prostu podobnie odczuwamy muzykę. Cały czas jednak nagrywamy z myślą, żeby każdą z piosenek móc później wykonać dla publiczności na żywo. Mimo muzycznego wykształcenia, trudno nam spisać czy przekazać innym idee naszych aranżacji. Wiele dzieje się między dźwiękami, nie da się tego zanotować.

AMK: Tworząc, nie mamy określonego planu. Często dodanie konkretnego instrumentu wynika z tonacji, ale też z potrzeby określonej barwy i wizji całości. A ta zazwyczaj jest bardzo spontaniczna.

AP: Wokal płynie, tworzy się harmonia, najpierw dwugłos, a potem zupełnie naturalnie dodajemy dodatkowe linie, instrumenty.

KD: To brzmi magicznie. Oglądając wasze nagrania widać też niezwykłe porozumienie, gdy śpiewając patrzycie się sobie w oczy.

AP: Czuję, że z nikim innym nie mogłabym tego robić. I chyba Ada czuje podobnie.

AMK: Być może wyjątkowe w naszej działalności jest to, że to nie zespół był naszą misją – tylko nasza przyjaźń. To z niej wypływa muzyka. Bez niej nie byłoby porozumienia, nie do tego stopnia. Wiele razem przeszłyśmy i czasem wystarczy jedno spojrzenie – nie musimy nic tłumaczyć.

AP: Mamy nadzieję, że słychać to w naszej muzyce.

KD: Również od strony wizualnej czuć jakąś wspólną wrażliwość. Stroje, logo, estetyka nagrań, okazałe furta lub sceneria z kominkiem i świeczkami…

AP: Myślę, że obie jesteśmy estetkami. Wspominałam o artystycznych zajęciach mojej mamy, która jest plastykiem, pisze ikony. W mojej rodzinie plastyczne talenty były zawsze obecne, kuzynka ukończyła wzornictwo przemysłowe na Akademii Sztuk Pięknych w Poznaniu i to ona stworzyła dla nas logo.

AMK: Wzór pod napisem nawiązuje do łemkowskiego naszyjnika, krywulki. Często też nagrywamy i gramy koncerty ubrane w tradycyjne ukraińskie i łemkowskie koszule, z krywulkami i oryginalnymi pasami.

AP: W tle nagrań pojawia się kominek z mojego domu, a na jednym występuję w futrze po mojej prababci Aleksandrze, po której odziedziczyłam również imię. Piękny, ciężki kożuch, który przez długi czas wisiał w szafie, by w końcu zabłysnąć w Oj, wyjdu ja na toj hanok.

AMK: Myślimy też o stworzeniu specjalnych haftowanych strojów według własnego projektu, w których będziemy mogły koncertować.

KD: A które ze swoich nagrań lubicie najbardziej?

AP: Duje viter, duje, naszą ostatnią piosenkę. Ma rozbudowaną formę, jest bardzo zmienna. Długo nad nią pracowałyśmy – nad wykonaniem i teledyskiem.

AMK: Tak, to jest już trochę inna muzyka niż wcześniej, pojawiają się nowe brzmienia, inne podejście do formy. Ja bardzo lubię też koncert kolędowy „Wigilia na Kresach” w Filharmonii Kaliskiej, ze świetnymi aranżacjami – Joanny Szymali i moimi – na większy skład z kwintetem smyczkowym.

KD: Wspak i muzyka ludowa to nie jedyne pole waszej działalności, bierzecie udział w wielu odrębnych projektach, obie jesteście świetnie wykształcone. Olu, skończyłaś Akademię Muzyczną w Poznaniu?

AP: Tak, ukończyłam wydział Dyrygentury Chóralnej Edukacji Muzycznej i Muzyki Kościelnej. Uwielbiam pracować z ludźmi, dobrze się czuję jako nauczycielka. Skończyłam też wokalistykę jazzową i tym się teraz zajmuję, uczę śpiewu. Myślę, że Wspak też się w to wpisuje – brałyśmy udział w koncercie edukacyjnym dla dzieci w Gorzowie Wielkopolskim (Akademia Muzyki Online). Mam też dwójkę małych dzieci, które są dla mnie na pierwszym miejscu. Wyjazd na koncert na drugi koniec Polski wiąże się z zaangażowaniem wielu osób, ich pomocą i życzliwością. Muzyka jednak zawsze daje mi głęboki oddech i pozwala wrócić do domu z innym nastawieniem. Działam też na polu jazzowym, nagrałam płytę z utworami Łucji Prus – jeszcze niewydaną. Pracuję też w Zespole Pieśni i Tańca „Łany” w Poznaniu.

KD: Z kolei Ada jest multiinstrumentalistką po krakowskiej Akademii, grającą chyba wszystko – od utworów barokowych po współczesne.

AMK: W tym kierunku się kształciłam, do dziś gram muzykę nową i dawną. Na studiach jednak trzeba się określić: albo się gra, albo śpiewa. Zawsze miałam z tym problem, bo nie chciałam wybierać, do dziś nie chcę. Stąd pojawił się pomysł, żeby to połączyć, ale też poszerzać swoje możliwości. Poznać muzykę wcześniejszą, ogromny repertuar barokowy, który nie tak często wykonuje się na współczesnych instrumentach. Obecnie gram w zespole barokowym La Metamorphose Ensemble, ale też w innych zespołach i orkiestrach, występuje solo, pracuję w trzech szkołach, trzech przedszkolach. Czasem zastanawiam się, jak udaje się to wszystko pogodzić. Na pewno nie dałabym rady, gdyby nie pomoc najbliższych: mojego chłopaka, taty i wszystkich dobrych ludzi, którzy mi idą na rękę.

KD: Dobrze mieć takie wsparcie. Czy macie już własną publiczność?

AMK: U Oli w domu mamy małą fankę. Jej córeczka Kasia słucha playlisty Wspaka na okrągło! Myślę, że same też lubimy siebie słuchać, bo po prostu nam się to podoba. Znajomi z różnych miast czekają na nasze koncerty. Ludzie coraz częściej do nas piszą. Pojawiają się też fani z zagranicy, którzy znajdują nas w internecie.

AP: Otaczamy się mnóstwem życzliwych ludzi, którzy chcą nam pomóc i którym jesteśmy ogromnie wdzięczne. Pierwsze nagrania robił dla nas Seweryn Szalich, pierwsze sesje zdjęciowe – Andrzej Tarnowski. Wojtek Woźniak, Marcin Ciuchniecki, Yulia Pecceu, Janek Rusin (montaż), Asia Chudyba. To osoby, które zaangażowały się, nie oczekując nic w zamian – poza tym, żebyśmy działały. Motywują nas i uświadamiają, że warto to robić.

KD: A jakie macie plany na przyszłość?

AMK: Niedawno zakończyłyśmy nagrania dwóch nowych piosenek i szykujemy się do stworzenia teledysku. Na razie mogę powiedzieć, że jedną miałyśmy w planach już od dłuższego czasu, a drugą zdecydowałyśmy się zmienić zupełnie spontanicznie – i coś czujemy, że to będzie hit!

AP: W przyszłości myślimy też o bardziej skomplikowanych aranżacjach, na które pozwoli wykorzystanie loopera, dopuszczamy elektronikę, być może kiedyś pojawi się jazz… Chcemy też nagrać i wydać płytę, żeby słuchacze po koncertach mogli zabrać naszą muzykę do domu.

AMK: Będą na niej piosenki znane z naszego kanału, ale też nowe, które dopiero się zrodzą. Chcemy, żeby to była płyta z piękną muzyką, ale i pięknie wydana. Myślimy o strojach, mamy projekt wizytówek.

AP: Wszystko powstaje dość powoli, samo tworzenie loga zajęło nam chyba osiem miesięcy! Bardzo nam zależy, żeby wszystko ze sobą współgrało. Nie dopuszczamy bylejakości. Ale też mieszkamy daleko od siebie, ja w Poznaniu, Ada w Krakowie. Koncerty, próby, dojazdy zajmują czas… To się nie powinno udać, ale na przekór wszystkiemu – jakoś się udaje!

Na wspak! 2


Zespół Wspak, fot. Marcin Ciuchniecki